„GOSPODARKA, GŁUPCZE”, CZYLI ŚWIAT KRĘCI SIĘ WOKÓŁ EKONOMII

0
Ryszard Czarnecki - poseł do Parlamentu Europejskiego/ fot. Archiwum

      42. w dziejach Stanów Zjednoczonych Ameryki prezydent – William (Bill) Clinton wygrał wybory w 1992 roku, szermując hasłem: „Gospodarka, głupcze!”…

Cóż, ekonomia to kluczowa dziedzina przy wygrywaniu wszelkich wyborów – choć nie zawsze decydująca. Pokazały to wybory, które widziałem na własne oczy. 1 maja 1997 roku odbyły się ostatnie w mijającym wieku wybory do Izby Gmin (House of Commons), czyli izby niższej parlamentu Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej. Brytyjska gospodarka była wtedy w fantastycznej kondycji. Był boom inwestycyjny, zarówno firm zagranicznych, jak
i krajowych, Brytyjczycy eksportowali na potęgę, kraj przodował w światowych ratingach ekonomicznych. Dodajmy do tego niskie bezrobocie. Stan gospodarki brytyjskiej był powszechnie uważany za świetny. I właśnie w takim czasie wyjątkowej hossy i koniunktury gospodarczej rządząca Partia Konserwatywna Premiera Jej Królewskiej Mości Johna Majora, poniosła gigantyczna klęskę wyborczą. Okazało się, że była to największa porażka Torysów w całym XX wieku!

Gospodarka, demokracja, socjalizm…

Wówczas zrozumiałem, że gospodarka jest bardzo ważna, kluczowa, ale jednak nie zawsze determinuje wynik wyborów. Skądinąd akurat w gospodarce demokracji nie ma. I czy powinna być? John Kenneth Galbraith, kanadyjsko-amerykański ekonomista szkockiego pochodzenia, dyplomata, intelektualista mawiał, że: „W gospodarce większość nigdy nie ma racji”.

O ile ekonomia nie stawia pomników demokracji – choć sir Winston Churchill wręcz przeciwnie: mawiał, że demokracja to bardzo zły ustrój, ale lepszego dotąd nie wymyślono… – to tym bardziej nie stawia ich socjalizmowi, o komunizmie już nawet nie mówiąc. Zresztą żadna forma kolektywizmu gospodarczego (czy może ściślej: prawie żadna) niespecjalnie się sprawdza. Jak mówi angielskie przysłowie: „Świnia, która ma dwóch właścicieli z całą pewnością zdechnie
z głodu”.

Gospodarka nie idzie też w parze z idealizmem. Zdecydowanie bardziej efektywne jest podejście racjonalne, nawet jeśli jest ono zabarwione lekkim cynizmem. Jak to miało miejsce w przypadku „guru” liberałów Miltona Friedmana, który głosił: „Podstawowy problem zorganizowania społeczeństwa polega na tym, by wrodzona człowiekowi chciwość czyniła jak najmniejsze szkody”.

W gospodarce ważna jest hierarchia. Zawsze. Dobrze tę zasadę ujęło stare niemieckie przysłowie: „Jeśli gospodarz ubożeje, a sługa się bogaci – to obydwa są do niczego”.

Cytowałem wcześniej „boga” liberałów ( Pierwsze Przykazanie: „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną”… ) Miltona Friedmana. Generalnie liberałowie, czy to teoretycy z profesorskimi czy doktorskimi tytułami, czy nawiedzeni ideologicznie dziennikarze, czy też praktycy liberalizmu, czyli, jak mawiał polski lud w latach 1990-ych, „liberały-aferały”, uważali, uważają i uważać zapewne będą, że to oni pozjadali wszystkie rozumy, gdy chodzi o gospodarkę. Słowem: że to właśnie oni, jaśnie oświeceni liberałowie, mają monopol w zakresie ekonomii. Cóż, jak mawiał wybitny polski aforysta, ale też aktor Andrzej Prus: „Liberałowie to ludzie, którzy tłumaczą społeczeństwu, żeby przekazało im swoje pieniądze”.

Handel łagodzi obyczaje

Co powiedziawszy, paradoksalnie będę jednak w jednej sprawie bronił liberałów. Bo to nie oni pierwsi wymyślili kusząco-kontrowersyjną tezę, że rzecz kosztuje tyle, ile ludzie za nią dają. Ten liberalny bon-mot, ba, najważniejszy ich slogan wcale nie jest autorstwa Fryderyka von Hayka lub Friedmana, czy polskich liberałów z okresu II Rzeczpospolitej, jak Ferdynand Zweig (ten akurat nawrócił się na postępowca i został … socjologiem). Kto zatem powiedział takie oto słowa: „Każda rzecz ma taką wartość, ile nabywca jest gotów za nią zapłacić’? Bynajmniej nie jakiś ideolog liberalizmu z zeszłego wieku, tylko urodzony w Syrii, wykształcony w starożytnym Rzymie niewolnik, który następnie uzyskał wolność, twórca aforyzmów oraz odtwórca, a także improwizator mimów literackich na scenie – Publiusz Syrus.

Mi osobiście podoba się stwierdzenie francuskiego filozofa Monteskiusza (Charles Louis de Secondat): „Jest to niemal powszechne prawidło, że wszędzie, gdzie istnieją łagodne obyczaje, istnieje handel. A wszędzie gdzie istnieje handel, istnieją łagodne obyczaje”.

Cytowałem tu liberałów (ale też i krytykowałem), teraz czas na antyliberała, guru „społecznej gospodarki rynkowej”. Amerykański ekonomista John Maynard Keynes, syn logika i ekonomisty oraz brytyjskiej pisarki, przywódca całej fali w amerykańskiej i światowej, zwłaszcza europejskiej ekonomii „keynesistów” mawiał tak oto: „Poprzez nieustanną inflację rząd potrafi niepostrzeżenie skonfiskować większą część majątku swych obywateli”. Hmm, coś w tym chyba jednak jest… Co na to wicepremier i minister finansów z czasów najbardziej galopującej inflacji w Polsce
z początku lat 1990-ych, profesor Leszek Balcerowicz (PZPR, Unia Wolności)?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here