POLSKIE INSPIRACJE I SĄSIEDZI: PAPIEŻ, WOLNOŚĆ, WIARA

0

Ryszard Czarnecki/Archiwum

       Jakie ma znaczenie i wpływ Polska? Nie używam słowa „misja”, choć kto wie, może byłoby to zasadne. Jaki wpływ ma nasz kraj, Polacy, nasza historia czy też wręcz – używając określenia Feliksa Konecznego – „cywilizacja polska”?

Polski Papież na Zaspie i „trzech przyjaciół z boiska”

Zacznę od historii, która miała miejsce 33 lata temu. W Gdańsku, w dzielnicy Zaspa, polski papież Jan Paweł II podczas swojej III Pielgrzymki do Ojczyzny odwiedził, jakże symbolicznie, Trójmiasto, był na Westerplatte, gdzie padły słynne słowa: „Nie pragnijmy takiej Polski, która by nas nie kosztowała”. Wśród setek tysięcy młodych Polaków na Zaspie byłem i ja,wraz z kolegami
z wrocławskiego NZS-u. Mieliśmy oczywiście „solidarnościowe” i NZS-owskie transparenty. Ale było też sporo cudzoziemców, głównie młodych ludzi, przede wszystkim z tzw. KDL czyli Krajów Demokracji Ludowej – czyli po prostu państw tworzących sowiecką zonę – RWPG i Układ Warszawski. Do Gdańska przyjechali, jak do oazy wolności. Niemało było Słowaków – katolików, byli goście z Litwy, w tym Polacy. Byli też Węgrzy. Wśród nich trzy młode małżeństwa.Trzech przyjaciół z żonami. Najstarszy, Janosz miał 28 lat, o pół roku młodszy Laszlo i najmłodszy z nich Viktor.

Janosz, syn zastępcy kierownika w sklepu w Csornie, był najstarszym z rodzeństwa. Po ukończeniu szkoły średniej w Gyer studiował prawo w Budapeszcie. Laszlo też był prawnikiem, po tej samej uczelni, tuż przed wizytą w Polsce pracował nawet w Instytucie Nauk Społecznych przy … Komitecie Centralnym Węgierskiej Partii Komunistycznej, ale w partii nigdy nie był. Janosz, gdy przyjechał posłuchać papieża i odetchnąć wolnością, pracował w Instytucie Socjologii Węgierskiej Akademii Nauk.

Najmłodszy z nich, Viktor Mihaly urodził się w Székesfehérvárze. I też skończył prawo na uniwersytecie, wzorem dwóch starszych kolegów. Tuż przed pielgrzymką do naszego kraju napisał pracę magisterską o … Polsce, na temat „ruchu społecznego wewnątrz systemu politycznego” właśnie na przykładzie naszego kraju.

Żagiew wolności, chrześcijańska tradycja

Cała trójka wśród milionowego tłumu słuchała Ojca Świętego, który przyjechał do siebie, czyli do Polski. Chłonęli atmosferę nie rozumiejąc nawet homilii, bo po polsku znali parę słów na krzyż
i zdani byli tylko na przypadkowe streszczenia po angielsku czy rosyjsku, którymi raczyli ich nieznani Polacy. To było niemal cztery dekady temu. Obserwacja wolnego polskiego narodu
w zniewolonym przez komunizm kraju zrobiła na młodych Węgrach kolosalne wrażenie. Żagiew wolności zawieźli do siebie. Polski Papież i Polacy chłonący jego słowa oraz manifestujący przywiązanie do wolności, niepodległości i tradycji chrześcijańskiej stali się inspiracją, aby podnieść głowę i powiedzieć rodakom o węgierskim dziedzictwie, także przecież zakorzenionym
w chrześcijańskich wartościach…

Dlaczego piszę dziś o trójce młodych Węgrów, dla których punktem zwrotnym w ich życiu stało się kilkadziesiąt godzin spędzonych w naszym kraju w 1987 roku? Może dlatego, że Janosz Ader jest od ośmiu lat prezydentem swego kraju, Laszlo Kover od dziesięciu lat jest przewodniczącym jednoizbowego węgierskiego parlamentu, a Viktor Mihaly Orban już czwarty raz jest premierem. Mało kto o tym wie, że przełom w ich myśleniu o życiu, świecie, wolności, miał miejsce nad polskim morzem.

Niespełna dwa lata po powrocie z Polski na Węgry 26-letni Viktor podczas symbolicznego pogrzebu bohaterów węgierskiego zrywu A. D. 1956 wygłosił w Budapeszcie mowę, w której domagał się wycofania się Armii Sowieckiej z jego kraju i przeprowadzenia wolnych wyborów. Był pierwszym, który powiedział o tym głośno. Janosz trzy lata po przyjeździe do Budapesztu został posłem. W Gdańsku byliśmy w tym samym miejscu i czasie razem i na pewno obaj nie myśleliśmy, że po 22 latach spotkamy się w Parlamencie Europejskim w Brukseli (obecny węgierski prezydent był przez 3 lata europosłem). Laszlo też po trzech latach od powrotu
z Gdańska został wybrany na posła, a teraz jest nim już ósmy (sic!) raz. Od trzech i pół dekady obaj są najbliższymi współpracownikami Viktora. Są z nim na dobre – ich partia Fidesz rządzi po raz czwarty (po raz pierwszy w latach 1998-2002, a następnie nieprzerwanie od 2010 roku) ,ale
i na złe (przez dwie kadencje, w latach 2002-2010 byli w twardej opozycji).

Polska i Węgry- tarcze strzelnicze dla lewicowo-liberalnego mainstreamu

Dziś bronią razem – choć z oczywistych względów najgłośniejszy jest głos Viktora – idei Węgier osadzonych w tradycji chrześcijańskiej i Europy budowanej na chrześcijańskim dziedzictwie
i wartościach. Krytykują Unię Europejską, że od tych wartości odeszła, tak jak szereg krajów członkowskich UE. Wspierają Polskę – kraj, który wywarł decydujący wpływ na ich życie
i zaangażowanie publiczne. Możemy na nich liczyć. Zresztą wiedzą, że jedziemy „na jednym wózku”, że choć należymy do różnych rodzin politycznych w Europie (my-konserwatyści, oni-ludowcy) tak naprawdę mamy tych samych wrogów i jesteśmy poddawani tej samej presji. Bo chrześcijańska Polska i chrześcijańskie Węgry są „tarczą strzelniczą” dla europejskiego lewicowo-liberalno-laickiego „mainstreamu” . Oczywiście są politykami i ludźmi dla których, co naturalne, najważniejszy jest interes narodowy i państwowy ich kraju. Ale wiedzą, że strzelają do nas i do nich w te same środowiska i te same europejskie (i nie tylko) media.

Gdy ostatnio socjalistyczna wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego Katerina Barley, była minister sprawiedliwości z SPD w trzecim gabinecie koalicyjnym Angeli Merkel powiedziała, że należy „zagłodzić” (sic!) Polskę i Węgry to eurodeputowani z FIDESZU ogłosili oficjalnie, że będą domagać się odwołania towarzyszki Barley, tak samo jak kiedyś, przed dwoma laty, w PE odwołano … Polaka – wiceprzewodniczącego europarlamentu Ryszarda Czarneckiego.

Wielu Węgrów to ewangelicy, a nie katolicy. Jednak obrona chrześcijańskiego dziedzictwa własnego kraju i Europy łączy ich ściśle z polskimi katolikami. Także wizja zdroworozsądkowej, realistycznej polityki imigracyjnej. Obrona pragmatycznego podejścia do tego wyzwania („pomagajmy naszym sąsiadom z Bliskiego Wschodu i Afryki tam, na miejscu, a nie u siebie w Europie”) – ściągnęła na polskie i węgierskie głowy gromy tych, który chcieliby koszty swoich błędów w tej kwestii przerzucić na nasze kraje, nie mające przecież nigdy kolonii, a w związku
z tym oczywistych zobowiązań z tym związanych.

Piszę dziś o „trzech przyjaciołach z boiska”, a raczej z gdańskiej Zaspy, żeby pokazać, że polski Papież i jego rodacy mogli i mogą inspirować ludzi spoza Polski. Także tych, którzy od lat mają kluczowy wpływ na losy własnego państwa.

Ryszard Czarnecki
Poseł do Parlamentu Europejskiego


 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here