stat4u
ŻĄDAMY OŚMIOGODZINNEGO DNIA MYŚLENIA! - Quick.Cms - szybki i prosty system zarządzania treścią

ŻĄDAMY OŚMIOGODZINNEGO DNIA MYŚLENIA!

Aktualności » ŻĄDAMY OŚMIOGODZINNEGO DNIA MYŚLENIA!

Data:12.06.2016 (ost. aktualizacja 12.06.2016 13:31)
  • Janusz Sanocki
    Janusz Sanocki

Rozczuliła mnie radiowa informacja, że oto minister Pracy i Polityki Społecznej powołała zespół wybitnych ekspertów, którzy opracują nowy kodeks pracy. 

Jak wiadomo już od przedwojnia Polska przyjęła ośmiogodzinny dzień pracy i tej zasady trzymamy się w wielu dziedzinach do dziś. Ściśle mówiąc w tych dziedzinach i w tych firmach, do których może przyjść inspektor pracy i sprawdzić czy pracownicy nie są zmuszani do pracy nocnej, do pracy przekraczającej osiem godzin na dobę.

Bo praca zbyt długa wyczerpuje i np. zmęczony tokarz mógłby wkręcić sobie paluch w tokarkę, albo nie dopilnować jakości i nawypuszczać bubli.

Podobnie kierowca tira ma nawet zamontowany w aucie tachograf, który pilnuje żeby gość nie jechał zbyt długo, bo zmęczony może zasnąć za kierownicą i narobić szkód.

Generalnie postulat ograniczenia pracy do ośmiu godzin dziennie wynikał nie tylko z chęci dania robotnikowi czasu na życie rodzinne, ale z obserwacji, że  zmęczony człowiek nie jest w stanie dopilnować jakości, nie pracuje efektywnie, rusza się jak mucha w smole, przysypia – słowem  zupełnie nieefektywne jest przedłużanie godzin pracy i standard ośmiogodzinnego dnia pracy stał się powszechny.

Niestety ośmiogodzinny dzień pracy nie obowiązuje w polskim Sejmie.  Ostatnio wyrobnicy poselscy z Wiejskiej 6 pobili chyba wszystkie rekordy. W środę  obrady trwały od 9 rano do wpół do trzeciej  w nocy (16,5 godzin). W czwartek udało się marszałkowi zakończyć sesję po 16 godzinach. I tylko w piątek głosowania zaczęły się o 11.05, a skończyły o 19.43. Na nic poszedł mój światły postulat, żeby chociaż w piątek dać ludziom odpocząć i wrócić do domów. Cóż postulaty Roberta Owena też długo przebijały się do społecznej świadomości.

Kiedy tak jako nowy poseł, patrzę na to wszystko z pewnym zdumieniem, zastanawiam się czy inaczej nie dałoby się zorganizować pracy Sejmu boć przecież obecna forma działania parlamentu jest jawnym zaprzeczeniem sprawności działania.  Maraton sejmowy nie wynika bowiem bynajmniej z rzeczywistych potrzeb. Po pierwsze połowa ustaw, które przyjmujemy jest – moim zdaniem – całkowicie zbędna, a druga połowa byle jaka. Pisane na kolanie i wprowadzane nocą, na zasadzie hurra – wpieriod na miny! – prawo stanowione przez Sejm bezie za chwilę wymagało nowelizacji, poprawek, znów nowelizacji i tak dalej.

A potem przyjdzie kolejna ekipa i znów będzie wszystko odwracać do góry nogami od początku.

Jestem przekonany, że u podstaw tej radosnej twórczości legislacyjnej stoi fałszywe przekonanie – właściwe dla mentalności urzędniczej - że wszystko należy regulować do najdrobniejszego szczegółu. Oczywiście w wyniku takiego założenia dominującą pozycję zdobywają administratorzy – ministrowie i ich pomocnicy – bo to oni przynoszą do Sejmu te sterty ustaw.

A posłowie? Posłowie są zbyt oszołomieni tym tempem, zbyt zmęczeni żeby mogli pomyśleć i zadać proste pytanie: po co to robimy?

Ot uchwaliliśmy ustawę 500+ i okazuje się, że komornicy zabierają niektórym rodzinom pieniądze, które w ramach ustawy wpływają na konta. I zamiast wydać proste rozporządzenie ministra że skoro pieniądze z 500+ nie podlegają egzekucji, to komornik ma sprawdzić czy to czasem nie były właśnie te pieniądze, a jak zabierze ma zwrócić z odsetkami.  I szybciutko by się chłopaki z firm komorniczych - bo to często są już firmy uprawiający w Polsce proceder bardzo przypominający rozbój - nauczyli co mogą egzekwować, a co nie. Zamiast tego Sejm przyjmuje ustawę, którą zmienia aż trzy ustawy: kodeks rodzinny, kodeks cywilny i prawo bankowe, a wszystko w trosce żeby komornik miał łatwiej.

Sejmowa gorączka ustawodawcza, przypomina mi coraz bardziej kawał z epoki PRL, kiedy robotnicy na budowie biegali tam i nazad z pustymi taczkami bo mieli tyle roboty, że nie było kiedy taczki załadować.

Zdaje mi się, że owa legislacyjna biegunka skończy się w polskim sejmie, kiedy posłowie na chwilę odsapną i będą mieli czas pomyśleć: po co to wszystko robimy?

Janusz Sanocki

Poseł na Sejm RP