stat4u
NIEMIECKIE OBOZY, POLSKIE OFIARY - WALKA O PRAWDĘ - Quick.Cms - szybki i prosty system zarządzania treścią

NIEMIECKIE OBOZY, POLSKIE OFIARY - WALKA O PRAWDĘ

Aktualności » NIEMIECKIE OBOZY, POLSKIE OFIARY - WALKA O PRAWDĘ

Data:10.12.2016 (ost. aktualizacja 10.12.2016 19:35)
  • Ryszard Czarnecki/archiwum
    Ryszard Czarnecki/archiwum

Oburza mnie jako Polaka, gdy słyszę czy czytam w zachodnich mediach o „polskich obozach śmierci”. Oburza to mnie również jako wnuka ś.p. Bronisławy Czarneckiej, mamy mojego ojca, która współpracowała z Radą Pomocy Żydom „Żegota” i której mieszkanie było wykorzystywane jako punkt przerzutowy dla żydowskich dzieci wyprowadzanych z getta (mieszkały tam pierwszą noc po ucieczce z getta, potem były przekazywane dalej). Pamiętam, gdy pod koniec lat 1980. moja babcia, starsza już wtedy pani, oburzyła się na miesięcznik „Res Publica” Marcina Króla, w którym zamieszczono artykuł oskarżający Polaków o antysemityzm w okresie II wojny światowej. Akurat ś.p. Bronisława Czarnecka mogła na ten temat znacznie więcej powiedzieć niż autor artykułu i redakcja, która go opublikowała, ale miała też dużo większe moralnie prawo do wypowiadania się na ten temat.

Propaganda rodem z KGB

Piszę o tym, ponieważ zakłamywanie polskiej historii i obrażanie nas, Polaków, przez różnych polityków i media – żeby było jasne nie tylko na Zachodzie, ale również na Wschodzie! ‒ trwa od lat, choć dopiero w ostatnim czasie Państwo Polskie na to zdecydowanie reaguje.  Skądinąd do fałszowania dziejów naszego Narodu przyczynili się komuniści, którzy w okresie PRL-u w ogóle nie reagowali na pojawiające się, najpierw nieśmiało w latach 1960., a coraz częściej w latach 1970. ‒ określenie „polskie obozy śmierci”. Komuna miała to w nosie, a nawet zapewne było to jej na rękę. Natomiast z całą pewnością było to na rękę Związkowi Sowieckiemu, który grał kartą rzekomego „polskiego antysemityzmu” tuż po wojnie: inspirowane przez UB pogromy, choćby w Kielcach, były świetnym argumentem propagandowym, który miał zneutralizować protesty zachodniej opinii publicznej przeciwko sowietyzacji naszego kraju. To przecież wtedy pojawiła się w propagandzie sowieckiej wewnątrz Polski i na zewnątrz, zbitka pojęciowa: „antykomunizm=antysemityzm”, która w praktyce miała uzasadnić konieczność okupowania państwa „czarnej sotni” i pogromów.

Wreszcie Państwo Polskie nie abdykuje  w sprawie obrony dobrego imienia Polski i Polaków. Kiedyś polscy dyplomaci, którzy chcieli walczyć z kliszami o „polskich obozach śmierci” byli uważani w MSZ za nadgorliwych wariatów, potem byli już tylko w wyraźnej mniejszości – dziś Ministerstwo Spraw Zagranicznych, także dzięki osobistym staraniom wiceministra – sekretarza stanu  Jana Dziedziczaka jest forpocztą w rozbijaniu antypolskich stereotypów. Oczywiście trzeba podkreślić rolę Instytutu Pamięci Narodowej, a szczególnie doktora Mateusza Szpytmy, wiceprezesa IPN-u, który wcześniej wiele zrobił dla upamiętnienia rodziny Ulmów na Podkarpaciu, która wraz z szeregiem innych rodzin została zamordowana w 1944 za ukrywanie Żydów. Ale ważne jest też zaangażowanie inicjatyw obywatelskich, które czasem, ze względów dyplomatycznych, „więcej mogą” niż oficjalne struktury państwa. Myślę tutaj o choćby Instytucie Łukasiewicza kierowanym przez Macieja Zdziarskiego ‒ organizatora ostatniej konferencji w Sejmie RP: „Jak było naprawdę? Niemieckie obozy, polscy bohaterowie” oraz Instytut Reduty Dobrego Imienia, kierowany przez Macieja Świrskiego.