stat4u
KTO ZWYCIĘŻYŁ ? - Quick.Cms - szybki i prosty system zarządzania treścią

KTO ZWYCIĘŻYŁ ?

Aktualności » KTO ZWYCIĘŻYŁ ?

Data:14.01.2017 (ost. aktualizacja 14.01.2017 19:10)
  • Janusz Sanocki/Archiwum
    Janusz Sanocki/Archiwum

Hurra! Kilku posłów-wesołków zmęczyło się  okupowaniem sejmowej mównicy i Najwyższy Organ Ustawodawczy Państwa Polskiego może wreszcie przystąpić do pracy. Dobrze że się zmęczyli, bo jakby wystarczyło im cierpliwości (pomysłów na piosenki) to pozostałych 2/3 posłów musiałoby się tułać gdzieś po sejmowych salkach, w których żadną miarą nie można swobodnie obradować. Sala Kolumnowa jest przeznaczona nominalnie na 150 obradujących, można do niej wcisnąć i 500, ale będzie ścisk jak w tramwaju, ani dopchać się do mikrofonu, ani dobrze policzyć głosy – słowem obrady w Kolumnowej to parodia sejmowej sesji.

No dobrze, ale jesteśmy podobno państwem prawa, gdzie uniemożliwianie funkcjonariuszom publicznym wykonywania ich pracy to przestępstwo. Dlaczego więc marszałek Kuchciński nie zastosował wobec protestujących choćby kar finansowych, nie mówiąc już o wyrzuceniu ich siłą przez straż marszałkowską? No bo nie chciał robić z posłów opozycji męczenników – brzmi oficjalna odpowiedź liderów PiS.

Skoro tak, to po co wtedy 16 grudnia wykluczał tego Szczerbę i po co liderzy PiS (Prezes) dążyli do eskalacji konfliktu?   A potem w gruncie rzeczy ustąpili okazując bezradność wobec niewielkiej grupki „okupantów”.

I jaki jest bilans prawie miesięcznej okupacji Sejmu przez opozycję? Kto wygrał tę wojenkę?

Bez wątpienia opozycja ośmieszyła się sama. Te dramatyczne apele o zagrożeniu demokracji, o tym jak ważne jest trwanie w zimnej sali sejmowej, połączone z wyjazdami z koleżankami na Maderę, wypadami na narty pokazywały prosty brak powagi. Poza tym po stronie opozycyjnej ewidentnie ujawnił się brak kierownictwa. W zasadzie w momencie kiedy PiS przeniosło obrady do Sali Kolumnowej posłowie PO-Nowoczesnej mogli byli zejść z mównicy, bo cel osiągnęli. Zmusili partię rządzącą do uchwalania budżetu w warunkach, którym można zarzucić ustawie braki prawne. Nikt bowiem nie udowodni dzisiaj ilu posłów brało udział w głosowaniach przeprowadzanych bez elektronicznego licznika głosów. 

Liderzy PO-Nowoczesnej nie przerwali zbędnego już wówczas protestu i trwali w bezsensownej akcji, w której w końcu sami sobie nastrzelali samobójczych goli.

Tak więc opozycja z protestu wyszła z wizerunkowymi stratami, zwłaszcza, że jednocześnie dowiedzieliśmy się o fakturach Kijowskiego, a telewizja opublikowała rozmowę innego „męczennika reżimu” – Piniora, z której jak nic wynika, że aresztowanie nie było bezpodstawne.

Jednak i rządząca większość okazała słabość i nie może mówić o sukcesie. PiS dysponując absolutną przewagą – mając większość w Sejmie, większość w Senacie i swojego Prezydenta pozwolił się sprowokować i uchwalił budżet w sposób budzący wątpliwości. W krytycznym momencie marszałek Kuchciński powinien był zostać na sali, wzywać do opuszczenia mównicy każdego posła z osobna wymierzając mu następnie karę finansową – przewidzianą regulaminem. Jeśliby to nie poskutkowało miał obowiązek wezwać straż marszałkowską i przynajmniej odnotować oficjalnie fakt uniemożliwiania mu prowadzenia obrad przez imiennie wymienionych posłów.

W końcu mógł był zasiąść w ławach poselskich i prowadzić głosowania. Nic takiego nie zrobił i teraz politycy PiS mówią o zaostrzeniu kar, kiedy nie wykorzystali tych, które dziś są w regulaminie. Natomiast absolutnie nie wolno było PiS-owi przenosić obrad i ulegać w ten sposób szantażowi mniejszości. To był błąd.

Na szczęście rozwiązanie konfliktu nastąpiło samoczynnie, opozycja pod presją strat wizerunkowych wycofała się i przestała blokować Sejm. Gdyby tego nie zrobiła rządząca większość nie wiedziałaby jak zareagować, bo siły używać nie chciała. W ten sposób PiS sam przyczynił się do stworzenia groźnego precedensu.

A jakby tak zapytać - o co był cały ten protest, którym polskie media żyły miesiąc bez mała, jak wynik tego starcia przełoży się np. na pracę sądów, na system podatkowy, na funkcjonowanie państwa? Tego realnego państwa, w którym wszyscy żyjemy – nie wirtualnego, w którym przebywają i bawią się (naszym kosztem) politycy.

Janusz Sanocki

Poseł na Sejm RP