stat4u
INAUGURACJA TRUMPA: AMERYKA ENTUZJAZMU KONTRA AMERYKA GNIEWU - Quick.Cms - szybki i prosty system zarządzania treścią

INAUGURACJA TRUMPA: AMERYKA ENTUZJAZMU KONTRA AMERYKA GNIEWU

Aktualności » INAUGURACJA TRUMPA: AMERYKA ENTUZJAZMU KONTRA AMERYKA GNIEWU

Data:06.02.2017 (ost. aktualizacja 06.02.2017 11:49)
  • Ilustracja do tekstu/Internet
    Ilustracja do tekstu/Internet

20 stycznia 2017 ‒ ten historyczny dzień zaprzysiężenia 45. prezydenta USA i początku 58. prezydentury w dziejach USA spędzam w Waszyngtonie. Amerykańska stolica jest niebiesko-biało-czerwona: widać ocean flag i chorągiewek w barwach narodowych, ale pachnie gazem łzawiącym. Policja wielokrotnie ściera się z anty-Trumpowskimi demonstrantami, aresztuje około pięciuset z nich, trzech policjantów jest rannych ‒ to ponoć największe zamieszki w historii Washington D.C. Z jednej strony widzę amerykański entuzjazm, który jest udziałem dziesiątków tysięcy ludzi, którzy przybyli tu na własny koszt ze wszystkich zakątków USA ‒ z drugiej amerykański gniew i zdemolowane samochody oraz wystawy sklepowe. Czy entuzjazm Amerykanów, od paroletnich dzieciaków z rodzicami po sędziwych staruszków, którzy zjawili się na Pensylvania Avenue ze wszystkich stanów, aby oglądać tradycyjną paradę z udziałem prezydenta, wiceprezydenta i ich rodzin szybko wygaśnie? Nie, jeśli Donald John Trump przemawiać będzie w tak uwodzicielski sposób, jak podczas inauguracji. Czy amerykański gniew, wspierany przez zdecydowaną większość mediów ‒ tych samych, które dzień w dzień, godzina po godzinie, rozstrzeliwały kandydata Republikanów w kampanii wyborczej, będzie bezsilny? Tak, jeśli tandemowi Trump-Pence uda się ożywić gospodarkę, zapewnić więcej miejsc pracy, spełnić część istotnych obietnic wyborczych i dać nadzieję zwykłym Amerykanom. Tym samym Amerykanom, którzy złorzecząc na waszyngtońskie elity dały w listopadzie zwycięstwo miliarderowi z tegoż Waszyngtonu.

 

Feministki, celebryci i syn prezydenta

W kraju, w którym do Boga odwołują się nawet na banknocie nie dziwi, że w dzień inauguracji nowi lokatorzy Białego Domu udają się na uroczystości religijne, a następnego dnia biorą udział, wraz z rodzinami, w międzywyznaniowych modłach „za Amerykę”. Oba „eventy”- bo przecież nie miały wyłącznie, a może nawet i nie głównie religijnego charakteru-były w oficjalnym programie prezydenckiej inauguracji, a sobotnie modły w waszyngtońskiej katedrze, rozpoczęte pieśniami z żydowskiej „Tory” były transmitowane przez chyba wszystkie kanały telewizyjne. Ku wściekłości zresztą przeciwników Trumpa, bo telewizje przerwały wtedy „lajfy” z antyprezydenckiego Marszu Kobiet, który odbywał się w stolicy USA (oraz szeregu innych amerykańskich miast) przy wsparciu celebrytek. Hmm, sięgniecie po (teoretycznie) słabszą płeć w walce politycznej ‒ skąd my to znamy? Tyle, że w Stanach Trump dał ku temu realne preteksty czy powody.


Prezydent Trump, zresztą w zgodzie z amerykańską tradycją i protokołem dyplomatycznym,

eksponuje wszędzie członków swojej rodziny, dzieci z kolejnych małżeństw. To musi się podobać Amerykanom z ich konserwatywnymi, rodzinnymi wartościami. Gdy na tradycyjnej prezydenckiej paradzie z kilkudziesięcioma orkiestrami z m.in. poszczególnych uczelni wojskowych, Barron Trump jr, mający niespełna 11 lat, swobodnie pozdrawiał wiwatujący tłum ‒ pomyślałem czy wzorem George'a Walkera Busha pójdzie w ślady ojca i też powalczy o prezydenturę? Droga daleka, ale tradycje „dynastyczne” w Stanach są silne,  biorąc pod uwagę nie tylko rodziny Bushów czy Clintonów.