stat4u
GARNKI ZA DARMO - Quick.Cms - szybki i prosty system zarządzania treścią

GARNKI ZA DARMO

Aktualności » GARNKI ZA DARMO

Data:26.07.2016 (ost. aktualizacja 26.07.2016 13:36)
  • fot. Tomasz Dudziak
    fot. Tomasz Dudziak

Zgłaszają się do mojego poselskiego biura masowo ludzie oszukani w ramach różnych promocji. A to mieli dostać za darmo do wypróbowania super garnek, a to nową niebywale oszczędną telefonię, gdzie rozmowy będą prawie za darmo. Po czym okazuje się, że kiedy tylko dali się wciągnąć w olśniewające i niebywale korzystne oferty dostania czegoś za pół-darmo, wielka przygoda z darmochą kończy się komornikiem, ściąganiem należności i w ogóle kłopotami.

Oczywiście staram się jak mogę oszukanym rodakom pomagać, moje biuro pisze pisma, pomaga poradami prawnymi i generalnie osłaniamy biednych obywateli, którzy dali się zwabić w kolejne pułapki. Do Polaków – odciętych przez komunę na pół wieku od normalności, nie dociera jeszcze, że za darmo to nawet w mordę nie można dostać. I na tej ekonomicznej nieświadomości żeruje horda hochsztaplerów, wyłudzaczy i… polityków.

Tak, tak – i polityków. Z jednej strony programy wielu partii  budowane są tak, że obiecują wyborcom jakieś „darmowe” przywileje. Tymczasem oczywiście nie ma nic  za darmo i nawet jeśli jakiś program rządowy dotacji dla kogoś zostaje uruchomiony to nie jest on „za darmo”. Płacimy za niego wszyscy, bo rząd swoich pieniędzy oczywiście nie ma, a to co ma, to albo musi nam najpierw zabrać, albo pożyczyć zadłużając następne pokolenia.

Tak wiec znakomity – moim zdaniem – program 500+ - też nie jest „za darmo”. To my wszyscy składamy się na to, żeby zachęcić polskie rodziny do posiadania dzieci, bo jak tych dzieci nie przybędzie to splajtuje niedługo cały system emerytalny. Program dobry, ale przecież nie darmowy choć założę się, że większość Polaków wierzy, że to za darmo jest, te 500 zł. My po prostu wierzymy w darmochę.

Ta wiara, że coś wartościowego można dostać za bezdurno, objawiła się niespodziewanie, kiedy posłowie PiS złożyli w ub. tygodniu propozycję ustawy o podniesieniu wynagrodzenia czołowym urzędnikom państwa – premier, ministrom, prezydentowi, a przy okazji coś tam miało kapnąć posłom.

Cała opozycja – wietrząc łatwy polityczny żer - rzuciła się na wnioskodawców zarzucając im, że ciągle im mało, że zamiast służyć „społecznie”, to chcą podwyżek, czyli więcej koryta. Najgłośniej gardłowali posłowie Kukiza, ale też inne kluby opozycyjne nie ominęły takiej okazji, żeby kosztem PiS nabić sobie punktów na zasadzie: „Patrzcie, jacy jesteśmy ofiarni, jak bardzo protestujemy przeciwko pazerności rządzących.”

W tej paradzie hipokryzji byłem jedynym posłem spoza PiS, który odważył się poprzeć propozycję unormowania wreszcie sytuacji z zarobkami najwyższych państwowych urzędników. Za co zresztą stałem się celem ataku jednego z tabloidów.

Piszę o propozycji podwyżek dla premiera, prezydenta i ministrów jako o unormowaniu, bo obecna sytuacja jest kompletnie nienormalna. Czy to jest normalne, że premier zarabia 16 tys. brutto, a dyrektor w ministerstwie 17 tys.? Albo, że wicepremier dostaje 13 tys., czyli tyle samo ile zarabia starosta powiatu – nie mający praktycznie nic do roboty oprócz pozorowania? A co powiedzieć o ministrze, który dostaje 8,5 tys. podczas kiedy przewodniczący Rady Powiatu (powiedzmy: Nyskiego) zarabia miesięcznie 10,5 tys. (razem z fuchą w gminie).

Prezydent Polski dostaje 20 tys., a np. taki Norbert Krajczy – dyrektor nyskiego ZOZ, ordynator ginekologii, jednocześnie przewodniczący sejmiku i dziekan w prywatnej szkole wyższej w Kłodzku rocznie dostaje za te fuchy 263.071 zł - blisko 22 tys. miesięcznie, czyli więcej niż Prezydent RP. Piszę „fuchy”, bo nie wierzę, że te trzy poważne funkcje można pełnić jednocześnie.

Sytuacja wymaga pilnej zmiany. Z jednej strony – oczywiście należy natychmiast polikwidować pasożytnicze struktury jak powiaty czy samorządy wojewódzkie, ale z drugiej  - trzeba wreszcie skończyć z dziadowaniem przy wynagradzaniu najwyższych funkcjonariuszy państwa.

Choćby nie wiem ilu demagogów miało przy tym popisywać się swoim rzekomym społecznym zaangażowaniem. Nie ma darmowych garnków i  tak samo nie ma darmowych premierów.

 

Janusz Sanocki

poseł na Sejm RP