stat4u
EUROPEJSKIE WYBORY, UNIJNE TENDENCJE - Quick.Cms - szybki i prosty system zarządzania treścią

EUROPEJSKIE WYBORY, UNIJNE TENDENCJE

Aktualności » EUROPEJSKIE WYBORY, UNIJNE TENDENCJE

Data:26.10.2017(ost. aktualizacja 26.10.2017 10:13)
  • Ryszard Czarnecki/Archiwum
    Ryszard Czarnecki/Archiwum

W „rodzinnej Europie”  (by użyć w tym miejscu tytułu książki Czesława Miłosza) wybory u sąsiadów, bliższych i dalszych, są ważne, bo pokazują tendencje, które już są – albo mogą być –  i naszym udziałem. Warto odnajdywać podobieństwa, aby zauważać, że aspiracje, ale też i obawy narodów europejskich, położonych w różnych częściach Starego Kontynentu mogą być bardzo podobne. Co łączy na przykład kwietniowe wybory do parlamentu Królestwa Niderlandów z październikowymi wyborami w Austrii? Ano to, że i tu i tam prawicowa część establishmentu - w Holandii liberałowie Marka Rutte, nad Dunajem chadecy Sebastiana Kurza – przyjęła retorykę sceptyczną wobec imigrantów. Właśnie dlatego partie antyestablishmentowe z wyraźnie rosnącym poparciem nie zameldowały się w wyborczym wyścigu w Hadze i Wiedniu jako pierwsze. Partia Gerta Wildersa w kampanii wyraźnie straciła rozpęd, bo ich wiatr w wyborcze żagle ukradł im rządzący Niderlandami przez ostatnie cztery lata Mark Rutte. W Austrii natomiast po olbrzymim sukcesie Wolnościowej Partii Austrii (Freiheitliche Partei Österreichs) Heinza-Christinaa Strache, której kandydat w wyborach prezydenckich Norbert Hofer omal nie został głową państwa w grudniu 2016, zdobywając 46,2%. Miała ona olbrzymie szanse na zdobycie pierwszego miejsca, ale najmłodszy minister spraw zagranicznych w Europie, lider Austriackiej Partii Ludowej Sebastian Kurz w dużym stopniu zagospodarował obawy Austriaków względem muzułmańskich,  niechcianych, gości. I to on weźmie ster nad Dunajem.

 

Przejąć język rywali – patent na zwycięstwo

Skądinąd przyjmowanie języka rywali i, co się z tym wiąże, zagospodarowanie ich wyborców, to norma w europejskiej polityce. W 2009 roku taki właśnie zabieg zastosował we Francji Nicolas Paul Stephane Sarkozy, który grając kartą imigrantów i walki z przestępczością „odebrał” wyborców Frontowi Narodowemu, kierowanemu wtedy jeszcze przez Jean-Marie Le Pena, co okazało się decydujące w starciu z kandydatką Partii Socjalistycznej Segolene Royal. Zresztą ten sam „Sarko” cztery lata później przegrał z ojcem trójki dzieci swojej poprzedniej konkurentki, czyli z Francois Hollande'em. Cóż, to mogło się zdarzyć tylko i wyłącznie nad Sekwaną (Hollande i Royal, która była zresztą minister środowiska w działającym pod parasolem jej ekspartnera gabinecie francuskim – nigdy nie byli małżeństwem). Gdy dziesięć  miesięcy temu austriacki ekscentryk, także z estońskim paszportem, Alexander van der Bellen wygrywał powtórzone wybory prezydenckie (będąc zresztą najstarszym kandydatem ‒ 73 lata ), pewnie nikt nie przypuszczał, że formacja, która go zgłosiła ‒ „Zieloni” ‒ poniesie w wyborach parlamentarnych katastrofalną klęskę i w ogóle nie wejdzie do Nationalrat. Wynik 3,9%, a więc sporo poniżej 5% progu wyborczego sprawił, że austriacki prezydent nie będzie miał w parlamencie swoich politycznych kolegów („Zieloni” byli w Radzie Narodowej nieprzerwanie od 31 lat).